logo
slogan
Numer 1
Wrzesień 2002
Cena 2-5 zł
Dziś imieniny Michaliny, Michała, Piotra ...Zespół MIENTY życzy solenizantom: wszystkiego najlepszego!

SPIS TREŚCI:

FELIETON:

 

WYWIAD:

»
   

FELIETON:

»
   

MIŁOŚĆ I SEKS:

»
   

13 PYTAŃ:

»
   

DOŚWIADCZENIA:

»
   

PSYCHOZABAWA:

»
»
   

WIERSZE:

»
   

Dajcie mu oscypek

Papa odleciał do Rzymu - uspokoiłam się trochę. Przez te trzy dni, kiedy był w Polsce, bardzo dużo o nim myślałam, zresztą telewizja i gazety nie pozwalały o tej pielgrzymce zapomnieć. Myślałam dużo, choć jestem pewna, że - gdyby Papież poznał te myśli - załamałby się moją naiwnością i głupotą. Ja sama musiałam sobie wiele razy przypominać, że nie jest oczywiste, że on wolałby robić coś innego, zamiast oglądać darowaną mu w prezencie chrzcielnicę, stojącą w dodatku za jego plecami, bo fakt, że ja wolałabym robić co innego nie jest absolutnie żadnym argumentem. Ale nic na to nie poradzę, że bolało mnie serce (jak to się pięknie mówi, a czasami nawet czuje), kiedy widziałam na zbliżeniach jak bardzo Papa karmi oczy każdym krakowskim budynkiem, każdą uliczką, twarzą dziecka wyłowioną z tłumu, polskim niebem i kiedy myślałam, że robi to na wypadek, gdyby okazało się, że to już ostatni raz. Denerwowałam się słysząc, jakie prezenty otrzymał: wspomniana chrzcielnica, tryptyk bożonarodzeniowy (lub coś takiego, nie pamiętam dokładnie), milionowy egzemplarz Biblii, tym razem w jakiejś niezwykłej okładce... Być może piękne, ale nie wiem, czy więcej radości nie sprawiłoby mu coś typowo polskiego, co mógłby zawsze mieć przy sobie, albo coś z ukochanych gór, albo... Coś z pomysłem! Na pomysł wpadli na przykład rektorzy (choć tak naprawdę nie wiem, od kogo wyszła inicjatywa) krakowskich uczelni: indeks dla Papieża z adnotacją, że "student nie musi uczęszczać na zajęcia".

Wydaje mi się, że często traktujemy Papieża jak żywą relikwię, instytucję w ludzkiej postaci, nieosiągalną dla przeciętnego człowieka głowę kościoła chrześcijańskiego, zapominając o tym, że jest on człowiekiem posiadającym niezwykłe, często nawet nieco sarkastyczne, poczucie humoru oraz mnóstwo energii tak nieszczęśliwie uwięzionej w coraz mniej sprawnym ciele. I nie chodzi mi o klepanie Papieża po plecach i wołanie: Cześć, jak się masz?, nie przyszło mi to nawet do głowy! Świadomość papieskiej przeszłości, w skrócie "góralsko-sportowo-studenckiej", cudownej zdolności "zwyczajnej" rozmowy ze "zwyczajnymi" ludźmi i daru błyskawicznego celnego ripostowania potęguje szacunek do niego, jako człowieka takiego jak my, który dzięki swej wierze stał się tak inny od nas, bo jest dla tysięcy ludzi autorytetem i wzorem do naśladowania. Dowody na to, że o tej "zwyczajności" zapominamy? Podczas pielgrzymki w jednej ze stacji telewizyjnych mowa była o menu Papieża: Ojciec Święty lubi proste potrawy, na obiad podano mu roladę z łososia w sosie malinowym... Nie powtórzę potraw dokładnie, bo nie pamiętam, jednak z całą pewnością nie były one proste. Wręcz przeciwnie...

Przez cały okres tej pielgrzymki myślałam też ze strachem o momencie powrotu Papieża do Rzymu. Za każdym razem, gdy wyjeżdża z Polski, boję się, że to już ostatni raz, że już nie wróci. A ta pielgrzymka była jakby pożegnaniem z ukochanym miastem, miejscami dla Papieża magicznymi i ważnymi, z Polakami, z Polską... Dopiero ostatniego wieczoru w oknie powiedział coś, w co chyba niedawno sam uwierzył, że jeszcze wróci. Przestał się żegnać, być może nawet podświadomie, zaczął robić plany na następną wizytę, nie karmił już oczu Krakowem, bo uwierzył, że jeszcze go zobaczy. Pożegnanie było smutne, ale jednocześnie pełne uśmiechów przez łzy, pożegnanie kogoś, kogo niedługo zobaczy się znowu. Kiedy samolot kilka razy krążył jeszcze nad lotniskiem, Wadowicami i Tatrami starałam się myśleć, że krąży dlatego, żeby zrobić Papieżowi przyjemność, a nie, żeby popatrzył ostatni raz. Może to był ten polski najpiękniejszy prezent, który będzie miał zawsze przy sobie, bo przed oczami?

I co? Głupie miałam zajęcia w czasie pielgrzymki? Uszczęśliwiać Papieża w myślach i w myślach planować, co zrobiłabym inaczej, gdybym tę wizytę organizowała. Tymczasem już w Rzymie, czy raczej pod Rzymem, w swojej letniej rezydencji, Papież miał przez następnych parę dni dużo siły i świetny nastrój, często wizytę w Polsce wspominał. Ważna była Polska, Kraków, miłość i przyjaźń ludzi, a nie szczegóły. Bo w szczegółach, jak wiadomo, tkwi diabeł.

Jak takimi drobiazgami mógł zawracać sobie głowę człowiek, dla którego nie istnieje ani "jutro", ani "za tydzień" ani "za rok" - jest tylko "jak Pan Bóg pozwoli"? Który umie cieszyć się chwilą, na którą Bóg już pozwolił? Nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem, jak to jest wierzyć tak mocno, dlatego na takie głupoty zwracałam uwagę. Ale ta pielgrzymka i dla mnie była lekcją wiary. Wiary w człowieka.

/Ofelia Uznam/


 
 

Copyright (C) MIENTA Świeży iMagazyn, 2002

>>kontakt